Smutny kot patrzący zza krat

Wyrok: Śmierć z powodu PLUSA.
Czy tak musi kończyć się ich historia?

W świecie zwierząt istnieje diagnoza, która brzmi jak ostateczny wyrok. Dwa słowa, które w większości schronisk oznaczają natychmiastową igłę weterynarza i czarny worek. Białaczka zakaźna (FeLV). My nazywamy je "Koty z Plusem".

Dlaczego? Bo w testach medycznych pojawia się ten jeden, przeklęty plus. Znak, który zamiast dodawać nadziei, odbiera ją bezpowrotnie. Mówi się na to "Choroba Miłości", bo koty zarażają się nią przez wzajemne mycie, przez czułość, przez bycie blisko. To okrutna ironia losu – umierają, bo chciały kochać i być kochane.

"W większości miejsc w Polsce koty z białaczką są usypiane OD RAZU. Nikt nie patrzy im w oczy, nikt nie daje szansy. Plus oznacza koniec. A przecież one czują, mruczą i pragną żyć tak samo mocno, jak każde inne stworzenie."

Spójrzcie na Tadzika i Lusię. Ich ciała były zniszczone chorobą i obojętnością człowieka, ale ich dusze wciąż krzyczały: "Chcę żyć!". Lusia została znaleziona w stanie agonalnym. Tadzik przeszedł piekło bólu. Gdyby trafiły gdzie indziej, już by ich nie było.

NIGDY nie podejmiemy decyzji o eutanazji tylko dlatego, że test wyszedł dodatni. One mogą żyć jeszcze lata! Mogą być szczęśliwe, wygrzewać się w słońcu i mruczeć na kolanach. Ale potrzebują izolacji od zdrowych kotów. Potrzebują bezpiecznej przystani, azylu, gdzie "plus" nie jest wyrokiem, a jedynie cechą.


Znaleźliśmy Raj na Ziemi, ale...

Po dwóch latach poszukiwań znalazłyśmy to miejsce. Dom na odludziu, otoczony 3 hektarami ciszy, śpiewu ptaków i spokoju. To tam Koty z Plusem oraz koty niepełnosprawne, "pampersowe", mogłyby znaleźć swój bezpieczny koniec świata. Miejsce, gdzie nikt ich nie skrzywdzi.

Dom i teren – miejsce, które może stać się bezpieczną przystanią dla Kotów z Plusem

Mamy wizję, mamy serca pełne miłości i ręce gotowe do ciężkiej pracy. Mamy pod opieką istoty takie jak Mela i Sisi – niewidomą kotkę i jej białaczkową przyjaciółkę, które kochały się nad życie. Sisi odeszła miesiąc po Meli... z tęsknoty. Czy one nie zasługiwały na to, by ich ostatnie chwile były pełne spokoju w prawdziwym domu?

Niewidoma Mela i Sisi razem

Boimy się. Panicznie się boimy, że ktoś nas wyprzedzi. Że to marzenie pryśnie jak bańka mydlana, bo brakuje nam pieniędzy. Kwota jest ogromna – 650 000 zł. Dla nas nieosiągalna. Ale dla Was, Armio Zwierzolubów, nie ma rzeczy niemożliwych.

Nie mamy wsparcia od państwa. Zwierzęta dla systemu to tylko liczby. Dla nas to całe życie. Płaczemy, pisząc te słowa, bo wiemy, ile istnień możemy uratować, jeśli tylko nam pomożecie. Jeśli odwrócicie wzrok, one nie będą miały gdzie się podziać.

Pomóż nam zbudować Dom Ostatniej Szansy

Każda złotówka to minuta życia dla kota, którego nikt inny nie chciał. Nie pozwól, by "Plus" oznaczał śmierć.

Ratuję Koty z Plusem →